-Ana! - Vanessa zawołała córkę.
- Czego chcesz? - warknęła.
- Może grzeczniej? Chcę ci powiedzieć, że wyjeżdżam na stałe do Amsterdamu. A ty, jedziesz do taty.
- Za jakie grzechy? Dlaczego ustaliłaś to wszystko beze mnie? - zapytała.
-Ale tu nie było nic do ustalania. Jedziesz i tyle. -powiedziała nie obdarzając Any spojrzeniem. -Idź się pakować.
Ana ruszyła po schodach na górę. Wyjęła największą walizkę z szafy i zaczęła wrzucać do niej wszystkie swoje ubrania. Klnąc to na czym świat stoi, rozpłakała się. Wytarła łzy, bo Van zawsze powtarzała jej, że trzeba być twardą.
-Ruszaj się! Spóźnisz się na samolot! -usłyszała głos rodzicielki.
- Już idę. -rzuciła schodząc na dół i ciągnąc walizki za sobą.
Vanessa stała w salonie i jak zwykle wyglądała idealnie. Błękitny płaszcz, skórzane botki i ciemne jeansy. Spojrzała na córkę i poszła do wyjścia. Ana nie chciała opuszczać Lizbony. Było jej tu dobrze. Nie chciała jechać do Barcelony. Tutaj matka pozwalała jej na wszystko. Ana miała co tylko chciała. Paliła, okazjonalnie też piła, imprezowała co drugi dzień. U ojca wszystko się zmieni. Zero alkocholu, zero nikotyny, zero imprez. W samochodzie Vanessa nie odezwała się do Any ani słowem. Na lotnisku nie przedłużały pożegnania, rzuciły sobie krótkie "do zobaczenia" i każda poszła w swoją stronę.
* * *
-Ana! Skarbie! - usłyszała głos ojca.
Odstawiła walizki i przytuliła Carlesa. Puyol był bardzo zdziwiony, bo jego córka nigdy nie przytulała się do niego z własnej woli. A ona potrzebowała tego. Potrzebowała bliskości kogoś. Kogokolwiek.
-Cześć tato. - uśmiechnęła się lekko. -Carles złapał jej walizki i włożył do samochodu. Przez całą drogę obrońca Dumy Katalonii wypytywał Anę o wszystko.
-Jak mama? Masz chłopaka?
Ana na wszystkie pytania odpowiadała wymijająco. Powoli miała już tego serdecznie dosyć. Gdy zajechali do domu Carlesa, Ana przeprosiła Puyola i poszła do swojego pokoju. Wsłuchując się w pierwsze takty piosenki, zasnęła.
wtorek, 22 kwietnia 2014
Prolog
Subskrybuj:
Posty (Atom)